Jerycho leży tam, gdzie kończy się dolina Jordanu, a zaczyna pustynia judzka. Z jednej strony żyzna, zielona dolina rzeki; z drugiej — naga ziemia. To, co spina te dwa światy, to woda: źródło, które bije w tym miejscu od niepamiętnych czasów. Wędrujące tą doliną ludy przystawały przy nim, piły i zostawały. Tak — według tego, co o najstarszych warstwach miasta mówią archeolodzy — Jerycho stało się jedną z najwcześniejszych ludzkich osad, której początki sięgają tysięcy lat przed naszą erą.1
Jordan, który tę dolinę żłobi, wypływa w okolicach Cezarei Filipowej, przepływa przez słodkowodne jezioro Galilejskie i kończy bieg w Morzu Martwym — dalej już nie płynie. Na jego dolnym odcinku, tuż przy przedpolach pustyni, siedzi Jerycho. Skąd nazwa? 🟡 Część badaczy wiąże ją z kananejskim bóstwem księżyca Jarich i uznaje to za pierwotny rdzeń; inni wyprowadzają ją od semickiego słowa oznaczającego „pachnące" — tropu obecnego również w nazwie arabskiej.2 Dwie hipotezy, jedno miasto.
Dzisiejsze Jerycho to miasto rzędu trzydziestu tysięcy mieszkańców, dziś ubogie, palestyńskie. Ale to wszystko wyrosło z czegoś bardzo małego. W swoim szczytowym, starożytnym okresie — gdzieś w epoce brązu, drugim tysiącleciu przed naszą erą — liczyło raptem około dwóch tysięcy mieszkańców.1
✦ ✦ ✦Bo Jerycho to przede wszystkim miasto murów — i to murów obalonych. Archeolodzy odsłonili tu kilka pierścieni obwarowań z różnych epok, jeden za drugim, jak warstwy cebuli: najstarszy wał usypany z ziemi i kamieni, za nim mur murowany, a na pierwszym planie ślady fortyfikacji obalonych w epoce brązu.3 To właśnie warstwy run czynią z Jerycha tak osobliwe stanowisko — bo Księga Jozuego opowiada, jak mury miasta padły przed wchodzącym Izraelem.4
🟡 Ale tu zaczyna się ostrożność, do której namawia sam wykład. Kiedy dokładnie obalono ostatnie wielkie mury, a kiedy do Kanaanu weszła grupa, którą Biblia wiąże z Mojżeszem i Jozuem — to nie są daty, które badacze potrafią pewnie nałożyć na siebie. Część uczonych próbuje zgrać jedno z drugim; większość przyjmuje raczej, że obwarowania bywały burzone i odbudowywane wielokrotnie, a ślady rekonstrukcji — odtwarzane z cegły mułowej, znacznie słabszej od kamienia — rzeczywiście znajdowano.3 Włosko-palestyńskie ekspedycje pracujące na miejscu od lat pokazują, że materiał ze starszych warstw bywał ponownie używany przy późniejszych odbudowach. To hipotezy, nie wyrok — i tak należy je czytać.
✦ ✦ ✦A czego o samym wyjściu z Egiptu nie mamy? Egipskich zapisów. 🟢 Nie zachował się żaden egipski dokument, który wspominałby o exodusie. To fakt, z którym badacze się liczą. Mocniejsze są natomiast ślady samego wejścia do Kanaanu — i wykład wskazuje trzy.
Pierwszy: osadnictwo. 🟡 W górskim Kanaanie odkryto setki nowych, ubogich osad o charakterystycznym typie domu — tak zwanym domu czteroizbowym — bez śladów importowanej ceramiki mykeńskiej czy egipskiej, którą znano w bogatych miastach doliny. Archeolodzy nazywają je osadnictwem izraelskim i widzą w nich materialny ślad ludności, która w tym okresie pojawia się na wzgórzach.5 Inne domy, inny styl życia, inna grupa — choć jej tożsamości nie da się odczytać wprost z garnków.
Drugi: pamięć o miastach. 🟡 Księga Wyjścia wspomina, że Izraelici budowali faraonowi miasta Pitom i Ramzes.6 Spór o ich dokładne położenie wciąż trwa, ale sama pamięć tych nazw jest argumentem. Trudno bowiem zakładać, że ktoś redagujący tekst wieki później wymyśliłby miasta, o których w jego czasach już dawno zapomniano. Skoro nazwy przetrwały w pamięci Izraela, to raczej dlatego, że ktoś rzeczywiście brał udział w ich rozbudowie.
Trzeci — i najmocniejszy. 🟢 Stela faraona Merenptaha, datowana na koniec XIII wieku przed naszą erą (ok. 1207 r.), zawiera najstarszą znaną pozabiblijną wzmiankę o Izraelu. Faraon chwali się, że spustoszył Kanaan, i wymienia pokonanych — wśród nich pada nazwa Izrael. Co istotne, egipski skryba opatrzył tę nazwę znakiem (determinatywem) oznaczającym lud, nie miasto ani państwo: dla Egipcjan był to więc jakiś lud, jeszcze nie królestwo.7 A jednak — lud, który już ma magazyny ziarna, skoro faraon przechwala się, że „Izrael jest spustoszony, nie ma jego nasienia".
🟡 Stąd obraz, do którego skłaniają się dziś badacze: na teren Kanaanu wchodziły grupy z różnych stron, a ta przybyła z Egiptu była tylko jedną z nich. Z czasem to jej historia — opowieść o wyjściu, o Mojżeszu i Jozuem — stała się historią wspólną. Utożsamili się z nią także ci, którzy w Kanaanie mieszkali od dawna, zwłaszcza ubodzy z przedmieść kananejskich miast. Tak, krok po kroku, kształtował się lud Izraela. Spojrzenie to w niczym nie umniejsza pamięci o grupie, która faktycznie przyszła z Egiptu.
✦ ✦ ✦Przez wieki Jerycho było raz fortyfikowane, raz burzone, raz zasiedlane, raz w ruinie — cała jego dzieje to wznoszenie i odbudowa. Nowe obwarowania w pięknej oazie powstały w II wieku przed naszą erą, w czasach machabejskich — w epoce odrodzenia Izraela.8 A potem miasto wchodzi w wielką historię świata śródziemnomorskiego.
🟢 Bywał tu Marek Antoniusz, rzymski wódz Wschodu, przyjaciel Juliusza Cezara i późniejszy rywal Oktawiana. Bywała Kleopatra — ostatnia władczyni z greckiego, macedońskiego rodu Ptolemeuszy, który przyjął egipskie zwyczaje (mówimy „Egipcjanka", choć ród był macedoński). Po klęsce Antoniusza i Kleopatry w bitwie morskiej pod Akcjum Jerycho trafia w ręce Heroda Wielkiego.9 Herod rozbudowuje miasto z rozmachem: na fundamentach pałaców hasmonejskich stawia swoją zimową rezydencję — bo zima w tej oazie jest jak najpiękniejsza wiosna, podczas gdy lato bywa tu nie do zniesienia.
🟢 Wykopaliska herodiańskiego Jerycha to łaźnie, ogrody, baseny, rytualne mikwy do oczyszczeń, winnice i żarna do produkcji wina — budowle wzniesione z obrobionego kamienia, zupełnie inne od starych murów z cegły mułowej.9 I to było Jerycho, do którego przychodził Jezus. Nie do starożytnego wzgórza — tamto, ze swoimi runiętymi murami, dawno zarosło trawą i ziemią, stało się porośniętym kopcem (tellem), którego nikt już specjalnie nie odwiedzał. Życie przeniosło się o kilka kilometrów dalej, do miasta Heroda. Dziś, paradoksalnie, te piękne herodiańskie ruiny stoją puste — wycieczki zatrzymują się przy współczesnej sykomorze w centrum i jadą dalej.
✦ ✦ ✦Bo to właśnie z tego bogatego, herodiańskiego Jerycha — miasta celników i przydrożnych cła — pochodzi najsłynniejszy mieszkaniec, jakiego Nowy Testament wymienia z tego miejsca: Zacheusz. Ewangelia Łukasza opowiada, że gdy Jezus przechodził przez miasto, pewien bogaty zwierzchnik celników, niskiego wzrostu, nie mógł go dojrzeć z powodu tłumu. Pobiegł więc naprzód i wdrapał się na sykomorę, którą Jezus miał mijać.10
I tu wykład robi rzecz prostą, a przewrotną: każe nie patrzeć na Zacheusza z góry. 🔴 Łatwo przecież czytać tę scenę z ulgą — „grzesznik, kolaborant współpracujący z Rzymem, dobrze, że ja taki nie jestem". Tymczasem ewangelie wielokrotnie przed taką postawą przestrzegają. Lepiej powiedzieć inaczej: jestem jak ten Zacheusz. Wpisać w to imię własne. Bo — jak ujmuje to wykład — to nie jest opowieść o Zacheuszu. To opowieść o nas. To już interpretacja kaznodziejska, nie ustalenie historyczne — i jako taka jest tu podana.
Wejście na sykomorę nie jest wyczynem: to rozłożyste drzewo o wielu zaczepach, na które bez trudu wdrapie się i dziecko, i sześćdziesięciolatek. Ale wejść trzeba — trzeba znaleźć czas i ten mały wysiłek, bo inaczej tłum codzienności zasłania to, co przechodzi obok. 🔴 Taką sykomorą, mówi wykładowca, może być wszystko, co wyrywa z biegu dnia: studium Pisma, zaangażowanie w służbę, chwila ciszy na krześle z otwartą Biblią. Drobny wysiłek, który daje szansę zobaczyć przechodzącego.
✦ ✦ ✦I następuje spotkanie — twarzą w twarz. 🟢 Łukasz zapisuje, że Jezus, doszedłszy do tego miejsca, spojrzał w górę, zobaczył Zacheusza i zawołał go po imieniu: „Zacheuszu, zejdź prędko, bo dziś muszę zatrzymać się w twoim domu".10 Wykład zatrzymuje się na dwóch słowach. Pierwsze: zejdź. To nie sprzeczność — nie tak, że jedno miejsce przekreśla drugie. W tym sposobie czytania jedno wyrasta z drugiego: sykomora jest ważna, ale Jezus chce dotknąć też zwykłej, niedoskonałej codzienności — tej „na dole".
Drugie słowo: muszę. Nie „chciałbym", nie „wypadałoby" — muszę zatrzymać się w twoim domu, i to prędko. 🔴 Wykładowca czyta w tym ślad pierwszej miłości z Synaju: Bóg, który najpierw uwolnił z Egiptu, zanim cokolwiek zrobiono, i który schodzi, by „rozbić namiot wśród ludu". Najpierw ratunek, dopiero potem przykazania — rozumiane nie jako warunek zasługi, lecz jako ścieżki dane z miłości, dla dobra człowieka.11
A wokół rozlega się — mówiąc współczesnym językiem — „mały hejt". Tłum szemrze: „Do grzesznika poszedł w gościnę".10 🔴 Wykład widzi w tym próbę ograniczenia Boga: postawienie granic tam, gdzie miłosierdzie ich nie zna. I namawia, by do takiego głosu nigdy nie dołączać — raczej zdumiewać się i zadumać, niż wyznaczać Bogu, kogo wolno mu kochać.
Finał jest krótki. Zacheusz oddaje połowę majątku ubogim i obiecuje czterokrotny zwrot każdemu, kogo skrzywdził. A Jezus mówi: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Syn Człowieczy przyszedł bowiem szukać i zbawić to, co zginęło".10 Miłość — mówi wykład, dobierając słowo świadomie mocne — nie tyle przemienia Zacheusza, co go „rozwala": kładzie starego człowieka, by zrobić miejsce nowemu. I dlatego Jerycho zostaje nazwane miastem spełnionych obietnic. Najstarsze miasto świata, oaza na skraju pustyni, w której każdy może okazać się Zacheuszem — albo dopiero się nim stanie.